Marudziłam o tym wyjeździe od miesięcy. Italiano, Italiano. Muszę wrócić do tego kraju uśmiechniętych nieznajomych, muszę jeszcze raz wsiąść nie do tego autobusu, jeszcze raz pokoczować pod lotniskiem i zjeść kolację z najprawdziwszym księciem. Planować coś, a potem mówić: "ojtam ojtam". Muszę też zrobić tysiąc innych rzeczy, zobaczyć to, co teraz przegapiłam. Banał, lecz i tak powiem: Włochy to nie jest kraj na jedną podróż.
Wydawało mi się, że na 2000 zdjęć zrobiłam 3, które naprawdę mi się podobają. Jednak zrobiłam ich więcej :)
Jeśli piszę coś o fotografii, to piszę to pod nią.
MEDIOLAN:


Symfonia.




WENECJA:













ptaki dobre, ptaki złe





FLORENCJA...

... przeraża...

... i bawi!


Piazza della Republica we Florencji, ulubiony plac Alessandra



Wciąż boję się tej żebraczki i wciąż mam wyrzuty sumienia, że nie dałam jej żadnych drobnych.

kapusta tu była. aż zatkało meduzę.
RZYM:

Trochę zdjęcie durnostojka, ale nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że świetnie oddaje stosunki przestrzenne w Watykanie.




Watykan płonie.

Danse macabre.




Akurat przy pracy nad tą fotografią zaśpiewała mi Edith "L'Accordeoniste". Mina pana należy do moich ulubionych - także dlatego, że przypomina mi Hannibala Lectera :)


